|
Black Flames Festival II, 06.03.2005, Poznań, klub "Blue Note"
Druga edycja poznańskiego Black Flames Festival okazała się ponownie bardzo udanym widowiskiem. Nie byłem wprawdzie na pierwszej, ale Ci co byli twierdzą, iż ludzie bawili się nie gorzej niż na występie Hocico, a i frekwencja podobna, mimo, iż CombiChrist - główna gwiazda festiwalu, to młody projekt i na pewno nie aż tak bardzo znany jak Meksykanie. Ale po kolei.
Krótko po godzinie 19:00 ściany poznańskiego klubu "Blue Note" zaczęły rozbrzmiewać
muzyką polskiego duetu elektro-industrialnego Controlled Collapse. Przyznam, iż ich demo, które miałem możliwość przesłuchać wcześniej, całkiem mi się spodobało i tak samo przypadł mi do gustu ich występ, chociaż widać, iż dopiero zaczynają swoje przygody sceniczne, bo był on dość chaotyczny momentami - klikanie podkładów na komputerze robiło zbędne przerwy. Mimo to, wierzę, że chłopaki wkrótce się wyrobią koncertowo, co może być kluczem do ich przyszłej kariery na tej scenie. Controlled Collapse zagrali krótko, bodajże wszystkie kawałki ze wspomnianego wcześniej demo, swój występ kończąc odegraniem remixu hiciora Suicide Commando "Love Breeds Suicide".
Jako drugie pojawiło się na scenie polskie Diary Of Dreams, czyli Agonised By Love. Oczywiście daleko im jeszcze do osiągnięcia poziomu DoD ale podobno są na dobrej drodze. Przyznam się szczerze, że widzę ich już trzeci raz w ciągu roku i uprzedzam, że nie jest to moja muza więc usiadłem z tyłu popijając sobie piwo ze znajomymi, ale mimo wszystko te
kilkanaście osób pod sceną jakoś się bawiło. Nowym akcentem występu Agonised By Love było za to odegranie coveru The Horrorist "Metal Man" wraz z gościnnym udziałem Harrego z NoSignalDetected_. Zagrali to na koniec i bardzo ożywiło to atmosferę, którą wcześniej uspokoili.
Trzecim z zespołów, który się zaprezentował tegoż wieczora był niemiecki Digital Factor. Muszę przyznać, że bardzo miło mnie zaskoczyli, gdyż próba przesłuchania jednej z ich płyt skończyła się niepowodzeniem po niecałych dziesięciu minutach, jednak na żywo odwalili niezłe show. Stary niemiecki EBM zabrzmiał w Poznaniu bardzo, bardzo dobrze i porwał ludzi do tańca. Charyzmatyczni kolesie z latarkami za uszami łatwo nawiązali kontakt z
polską publicznością i myślę, że nie zapomną przyjęcia jakie im zgotowaliśmy, w każdym razie ze sceny schodzili wyraźnie bardzo uradowani i bez bisa się nie obyło.
Ostatnim supportem dla głównej gwiazdy wieczoru była meksykańska Amduscia. Muzycy wyraźnie zafascynowani sukcesem jaki osiągnęli ich rodacy z Hocico postanowili iść w ich ślady, jednakże, moim zdaniem to kopiowanie idzie im jednak słabo. Przede wszystkim kiepski, "szeptany" wokal, jakby ściągnięty z końcówki niezbyt udanego ostatniego krążka "Wrack And Ruin" Hocico, ale ogólnie, muzyce Amduscii brakuje charakteru, czy jak to ktoś
dobrze zauważył - piosenek hitów - , którymi by miażdżyli na koncertach. Wizerunku nie poprawiła też charakteryzacja wokalisty na, hmm, cyborga - latarka z migającą diodą w przepasce na oku, fioletowy irokez... Sporo ludzi bawiło się pod sceną, jednak obyło się bez bisowania co jednak o czymś świadczy...
Krótka przerwa, na scenie pojawia się charakteryzacja zwiastująca apokalipsę, czyli pomarańczowe zasłony z logiem CombiChrist. Po chwili pojawiają się muzycy i zaczynają swój występ od razu waląc z buta rozpoczynającym nową płytę "Everybody Hates You" utworem "This Shit Will Fuck You Up". Rzeźnickie industrial/techno - miazga! Cały parkiet rusza do tańca wrzeszcząc w niebogłosy razem z Andym - wokalistą, który posiada genialny, mocny wokal, irokeza, dziary i piekielną charyzmę (momentami strzelał naprawdę ciekawe miny). Chyba się nie spodziewał takiego przyjęcia, popularności CombiChrist w Polsce i tego, że wszyscy będą znać teksty jego piosenek, haha. Oprócz niego skład uzupełniał jeszcze koleś obsługujący syntezator. Jako drugi poleciał kawałek "God Wrapped In Plastique" jeszcze bardziej podgrzewając atmosferę. Muszę powiedzieć, że byłem w życiu na wielu koncertach, różnego typu, ale taki wymiot słyszałem wcześniej tylko podczas występu Suicide Commando na Castle Party 2004. Szczęka w dół, dosłownie nie dało się ustać w miejscu bo nogi same się wyrywały do pląsania. CombiChrist zagrało większość
swoich hiciorów i nie tylko. Poleciały m.in.: "Today I Woke To The Rain Of Blood", "Blut Royale", "Tractor" (podobno grali to po raz pierwszy na żywo), "Like To Thank My Buddies", "Intruder Alert", "Lying Sack Of Shit", "This Is My Life", "Feed Your Anger". Do pełni szczęścia zabrakło chyba tylko "Play Dead" ale zasadniczo chciało się, żeby koncert w ogóle się nie skończył tylko trwał do upadłego... Na bis zagrali genialny, miażdżący
"Enjoy The Abuse" następnie "Without Emotions", po czym wywołani po raz drugi na bis po skonsultowaniu się z publiką (która domagała się również m.in. utworu "Filth God" innego z projektów Andiego - Panzer AG), a zwłaszcza z osobnikiem krzyczącym "We want sex, we want drugs, we want industrial!" zagrali, znów po raz pierwszy jak twierdzili, kawałek "Sex,
Drugs And Industrial".
I tym samym koncert Norwegów, jak i Black Flames Festival II dobiegły końca. Muzycy poszli odpoczywać, część ludzi poszła się bawić na after party, zaś inni zaczęli się rozchodzić by zdążyć na transport do domu. Jako że należałem do tej drugiej części to oczywiście nie mogę powiedzieć jak też owóż after party wyglądało. Cóż, wypada pogratulować Black Flames dobrej organizacji festiwalu i cierpliwie czekać na Black Flames Festival III.
Relację na wyłączność dla serwisu Metal.pl przygotował - Centurion
Chcesz o tym pogadac? Kukaj na: Forum.Metal.pl
|
|
| relacja:  | Black Flames Festival II |
| miejsce:  | Poznań, Blue Note |
| data:  | 2005-03-06 |
| autor:  | Centurion |
zobacz inne relacje tego autora
|
|